Witajcie moi Drodzy,
jak długo żyję,czegoś takiego w Międzyzdrojach nie widziałam.W niedzielny wieczór byłam oczywiście w pracy.Upał był niemiłosierny,chyba najcieplejszy i najbardziej duszny dzień tego lata. Koło godz 18stej od strony lasu nadciągnęła chmura i słychać było pomruki burzowe.Zaczęło dość mocno padać ale szybko się uspokoiło.Najgorsze miało dopiero nadejść. I WKRÓTCE NADESZŁO!!!!! Rozpętało się piekło,ściana wody wściekle uderzała w rozgrzane miasto, biły pioruny, wiatr miotał deszczem.Ludzie w popłochu szukali schronienia w sklepach, pod zadaszeniami,gdzie się dało.Ulice zamieniły się w rwące rzeki, Park Chopina, znalazł się pod wodą. W pobliżu uderzył piorun i po chwili całe miasto pozbawione było prądu.
Woda dalej się lała, jakby podniebny wodospad pomylił drogę i całą siłą uderzał w bezbronną mieścinę ..Wiele ulic było nieprzejezdnych, porobiły się korki auta stały we wszystkich kierunkach, nawet w poprzek,na środku skrzyżowania.Po dwudziestej dotarłam bezpiecznie do domu ..Zaczęły zapadać ciemności.Widać było tylko smugi świateł przejeżdżających samochodów i błyski świec w oknach.Wysiadły telefony.....tu i tam wyły syreny,to strażacy pędzili z pomocą do zalanych domów.Dopiero po 22-giej włączono prąd.Stałam wtedy na balkonie i wpatrywałam się w ciemność.Nad miastem rozległ się okrzyk radości- dosłownie ,usłyszałam ze wszystkich stron okrzyk ulgi i radości.Myślę,że dla większości przyjezdnych była to przygoda,niestety, wiele miejscowych osób spotkała tragedia w postaci znacznych zniszczeń.
Na drugi dzień idąc do pracy ,jak zwykle skierowałam się w stronę parku...ale niestety jeszcze do dziś tam stoi woda....
Wczoraj było znowu pochmurno, więc nie brałam się za babę,bałam się,ze świeży atlas spłynie gdyby znowu się rozpadało.Dzisiaj musiałam zostać dłużej w pracy, wróciłam do domu umordowana....znowu nic nie zrobiłam.Trudno, co się odwlecze to nie uciecze.
Baba siedzi na ogrodzie w miejscu docelowym i cierpliwie czeka.....
...a my z Alusiem pozwoliliśmy sobie na chwilę wytchnienia na moim balkonie.....
.....gdzie przysiadł piękny motyl na donicy -Z ATLASU-,żeby nakarmić nasze oczy swoim pięknem......
Pozdrowienia, Yolanda
jak długo żyję,czegoś takiego w Międzyzdrojach nie widziałam.W niedzielny wieczór byłam oczywiście w pracy.Upał był niemiłosierny,chyba najcieplejszy i najbardziej duszny dzień tego lata. Koło godz 18stej od strony lasu nadciągnęła chmura i słychać było pomruki burzowe.Zaczęło dość mocno padać ale szybko się uspokoiło.Najgorsze miało dopiero nadejść. I WKRÓTCE NADESZŁO!!!!! Rozpętało się piekło,ściana wody wściekle uderzała w rozgrzane miasto, biły pioruny, wiatr miotał deszczem.Ludzie w popłochu szukali schronienia w sklepach, pod zadaszeniami,gdzie się dało.Ulice zamieniły się w rwące rzeki, Park Chopina, znalazł się pod wodą. W pobliżu uderzył piorun i po chwili całe miasto pozbawione było prądu.
Woda dalej się lała, jakby podniebny wodospad pomylił drogę i całą siłą uderzał w bezbronną mieścinę ..Wiele ulic było nieprzejezdnych, porobiły się korki auta stały we wszystkich kierunkach, nawet w poprzek,na środku skrzyżowania.Po dwudziestej dotarłam bezpiecznie do domu ..Zaczęły zapadać ciemności.Widać było tylko smugi świateł przejeżdżających samochodów i błyski świec w oknach.Wysiadły telefony.....tu i tam wyły syreny,to strażacy pędzili z pomocą do zalanych domów.Dopiero po 22-giej włączono prąd.Stałam wtedy na balkonie i wpatrywałam się w ciemność.Nad miastem rozległ się okrzyk radości- dosłownie ,usłyszałam ze wszystkich stron okrzyk ulgi i radości.Myślę,że dla większości przyjezdnych była to przygoda,niestety, wiele miejscowych osób spotkała tragedia w postaci znacznych zniszczeń.
Na drugi dzień idąc do pracy ,jak zwykle skierowałam się w stronę parku...ale niestety jeszcze do dziś tam stoi woda....
![]() |
zdjęcia znajomych z facebooka |
Wczoraj było znowu pochmurno, więc nie brałam się za babę,bałam się,ze świeży atlas spłynie gdyby znowu się rozpadało.Dzisiaj musiałam zostać dłużej w pracy, wróciłam do domu umordowana....znowu nic nie zrobiłam.Trudno, co się odwlecze to nie uciecze.
Baba siedzi na ogrodzie w miejscu docelowym i cierpliwie czeka.....
...a my z Alusiem pozwoliliśmy sobie na chwilę wytchnienia na moim balkonie.....
.....gdzie przysiadł piękny motyl na donicy -Z ATLASU-,żeby nakarmić nasze oczy swoim pięknem......
Pozdrowienia, Yolanda
No nieźle... Naprawdę strach się bać, z naturą żartów nie ma. U mnie dla odmiany gorąco i sucho, o d wielu dni nie spadła nawet kropla deszczu.
OdpowiedzUsuńEch, ja zawsze się boję, gdy takie skrajne upały przychodzą, bo nie wiadomo jak się skończą.
OdpowiedzUsuńBaba w szerszej perspektywie wygląda bardzo ciekawie :)
U nas też wczoraj lało jak z cebra i co chwilę jeździła straż pożarna ale u Was to już był jakiś pogrom.
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego :-)
wiesz sister jak nie nawidze TV tak i radia ostatnio slucham i ogladam wiadomosci - serdecznie wspolczuje tragedii mieszkancom az sie balam czy ciebie nie zalalo - buzuiaki sle Marii
OdpowiedzUsuńO raju, ale nawałnica! U mnie trochę popadało, ale w sumie nie dużo. Na szczęście burze przeszły obok. Podobno w Warszawie lało jak z cebra. Tu na południowo-zachodnich przedmieściach było spokojnie :) I oby tak dalej! Pozdrowienia!
OdpowiedzUsuńPogoda nam płata figle. W moim mieście, w niedzielę, widziałam walące sie jak zapałki drzewa, a mój mąż akurat pojechał po dziecko samochodem.
OdpowiedzUsuńTakiego deszczu to ja nie chcę , głowa za mała ,żeby to ogarnąć , takiej baby mi w ogrodzie brakuje- zawsze to przyjemniej być z kimś ha ha pozdrawiam Dusia
OdpowiedzUsuńJa sobie tą babę do towarzystwa właśnie robię, co dwie baby to nie jedna....
Usuńeh ,straszne rzeczy się dzieją w tym naszym klimacie..a ja panicznie się boję burzy :((((
OdpowiedzUsuńZdjęcia robią wrażenie, dobrze, że obyło się bez większych zniszczeń.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Szok co może zrobić woda i wiatr. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńMieliśmy w przeszłości takie szalone burze!!!!
OdpowiedzUsuńW tym roku na szczęście nie, chociaż piorun zbłąkany uderzył w nasz dom. Na szczęście skończyło się na spalonym zasilaczu od anteny internetowej!
Czekamy na BABĘ, pa, pa.
Motyl to rusałka pokrzywnik - miałaś rację:) Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuń...poznałam ją dzięki Tobie, dziękuję,to wspaniałe,że uczymy się od siebie nawzajem na blogowisku ,pozdrowienia!
UsuńOj! toż to całkiem duży Potop! Bałabym się bardzo!
OdpowiedzUsuńDopiero dziś się zastanawiałam ,czy Twoja baba nie ucierpiała po niedzielnej nawałnicy. Jak widać ma się dobrze ,chociaż reszta miasta nie miała tyle szczęścia.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
...baba została okryta foliowym workiem przez Męża (mojego ,nie baby), bo jeszcze całkiem nie wyschła, może to ją uratowało,pozdrowienia!
UsuńOkropnie to wygląda. Ile wody, no szok. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń